Miła atmosfera na rynku, na Gdańskiej. Przyjemnie. Ciepło, ludzie uśmiechnięci. Podczas spaceru coś jeszcze nie umknęło mojej uwadze. Otóż otworzono - jak się okazało, miesiąc temu - fast food oferujący belgijskie frytki. Co w tym dziwnego. Otóż rozmawiałem o tym z kolegą w... kwietniu. Potem, zanim wyzdrowiałem, zrobił się koniec maja. Gdybym od razu zabrał się za przygotowanie takiego punktu, otworzyłbym go pewnie po miesiącu. No, może po dwóch, jeśli lokal wymagałby remontu. Czyli najpóźniej na początku sierpnia. Nie ulega wątpliwości, że grupa trzech osób, które otworzyło taki punkt, planowało to wcześniej i podjęło pewne kroki ku temu. Myślę, że najpóźniej w sierpniu. No i ciekaw jestem. Czy wobec tego, gdybym otworzył swój lokal, konkurencja powstałaby, czy by się wycofała widząc już taki lokal? Może powstałyby dwa, konkurujące? I to w jednym czasie? Na pewno znacznie osłabiłoby to zyski obu podmiotów. No cóż. Było, minęło. Liczy się zawsze refleks, czas. Abym zniechęcił...