Lubię słyszeć komplementy. Jak każdy. Jeśli słyszę, że jestem (jaki) przystojny, to określa to moją urodę. Nie moja w tym zasługa, ale jest to miłe. Znacznie milsze jest człowiekowi, jeśli mówi drugiemu "podobasz mi się". Określa zapewne nie tylko urodę wrodzoną (a ta przemija), ale czyjś stosunek do nas. Mówienie zaś komplementów drugiej osobie jest także miłe. Dla nas, i sprawia to przyjemność komuś. Dlaczego więc mielibyśmy komuś tego odmawiać, szczędzić? To budujące, wlewające pewność siebie w kogoś. Pochwała czegoś, jak ktoś wygląda, czyjegoś gustu, co ktoś zrobił, powiedział, pomyślał. To wszystko oznacza coś jeszcze: zauważenie kogoś. Sprawienie, że ktoś poczuje się ważny, zauważony, nie odrzucony, akceptowany. To niezmiernie istotne dla każdej osoby, bo każdy z nas posiada wrażliwość. Silny, wrażliwy. Dwie cechy pożądane jednocześnie jako odpowiedź na rzeczywistość, radzenia sobie ze światem i opieką, empatią, wyczuciem, odpowiedzią na drugiego człowieka. I nawet ...