Rozmawiałem z nauczycielką. Uczy licealistów. Przedstawiła mi tragiczny obraz naszych czasów. Nie młodych ludzi, ale raczej ich rodziców i czasów jakie nastały. Otóż okazuje się, że niektórzy uczniowie mają depresję, inni biorą leki, jacyś inni mają fobie. I są to uczniowie także z tzw. dobrych domów, jak i z tych uboższych. Różnie. Oczywiście wciąż większość jest w emocjonalno-psychicznej normie. Przypomniałem sobie czasy mojej szkoły średniej. Nie było takich przypadków. Poza jednym, popełnił samobójstwo. Nie wiem czy miał depresję, czy nie poradził sobie z czymś. Mogło to być coś innego. Trudno ocenić, czasem z zewnątrz wygląda w porządku. Zapytałem się, co wg tej nauczycielki wpływa na to, że obecnie uczniowie są właśnie tacy, a nie inni. Odpowiedziała, że wg niej, to kwestia braku więzi, relacji. Rodzice i dzieci nie rozmawiają ze sobą. Skoro tak jest, to i owi rodzice nie dostali tego, co powinni - dopowiedziałem. Wcześniej była telewizja, która odbierała czas, jaki powinni prz...