Nadrabiam zaległości filmowe. Obejrzałem film "Danny Collins". Ma swoje zalety i wady. Niewątpliwą zaletą jest oglądanie Al'a Pacino. Aktor tak wyśmienity, że nigdy się nie zestarzeje. Film trącający ciepłe uczucia, ale oczywiście, uproszczony po amerykańsku. Sytuacja, w jakiej ojciec pojawia się w życiu syna po 30 latach, na pewno nie znalazłaby tak szybkiego i pięknego finału. To tylko film. Na plus uwypuklenie cierpliwości i wytrwałości przy jednoczesnym zrozumieniu błędów, potknięć, upadków. Dodatkową ciekawostką jest oplecenie filmu na muzyce Johna Lennona, którego kilka piosenek pojawia się zawsze w znaczących momentach. Aha, no i Christopher Plummer to najwyższa klasa, choć za dużo nie pojawia się niestety na ekranie.