To pytanie, które zadają sobie co niektórzy. Kieślowski sam wobec siebie nie umiał na to pytanie odpowiedzieć. To, przez co określamy siebie, zależy też od wielu czynników. I znów wracamy do dzieciństwa. Tym razem Steve'a Jobsa. Nigdy jakoś nie robił na mnie szczególnego wrażenia, ale wielu go podziwia i kupuje "jego" produkty. Otóż on znalazł się w dzieciństwie w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Został - zdaje się - adoptowany. Potem znów odesłany do matki biologicznej, potem znów do innej rodziny adopcyjnej chyba. Nie pamiętam szczegółów. Nie o nie chodzi. W okresie, w którym miało kształtować się poczucie jego bezpieczeństwa, nie zaznał go wcale. Nie zaznał miłości. Niczego, co mogło sprawić, że miałby poczucie siebie wartościowego, samego w sobie. Wytworzony więc mechanizm przekuty został na chęć udowadniania sobie i światu, że jest coś wart. To częsta cecha osób, które osiągają ogromny sukces. Okupiony jest ciężką przeszłością. To, kim był, musiał stale udowadniać ...