Kiedy byłem małym chłopcem... czasu na wszystko wystarczało. Choćby nie wiem ile się robiło: grało w piłkę, czytało książkę, włóczyło po okolicy, bawiło w chowanego, godzinami wpatrywało w rybki w akwarium, czy rzucało nożem - zawsze na wszystko był czas. Nigdzie nie było pośpiechu. W czasie szkoły również był czas i na lekcje i na zabawę, marzenia. Z wiekiem tego czasu coraz bardziej brakuje. Jeszcze na studiach było go całkiem sporo. Ale jak już człowiek pójdzie do pracy, to równia pochyła. Ruch jednostajnie przyśpieszony. Nie od razu. Nie ma terapii szokowej. Może to i złe, ponieważ człowiek dalej się niczego nie spodziewa. A czas płynie... Nie płynie, biegnie, ucieka, a my zaczynamy go gonić. Potem okazuje się, że pracuje się i brakuje czasu na wszystkie swoje zainteresowania. Są obowiązki. Może jednak za dużo chcemy zrobić? Mając świadomość czasu, który ucieka i czasu, jaki nam został (coraz mniej), zaczynamy się śpieszyć. Brać coraz więcej, bo przecież tyle jeszcze można zrobić,...