Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą tess

Waterloo Bridge

Pożegnalny walc - taki jest polski tytuł filmu Waterloo Bridge https://www.cda.pl/video/5558775e To ulubiony film Vivien Leigh. Przepięknie sfilmowany, oświetlony i właśnie zagrany. Vivien była przegenialną aktorką. Jej spojrzenie potrafi wyrazić wszystko, drobny gest. To jest aktorstwo na miarę gigantów.  Sam film - treści nie będę opowiadał. Wzruszający. Bardzo pod pewnym względem przypomina mi "Tess". Wstyd, niepewność, ileż szczęścia w życiu zabrały. Reżyseria Mervyn LeRoy, obok Vivien występuje Robert Taylor. Film z 1940 roku. Wspaniałe kino, którego dziś brakuje. Na szczęścia można wracać do klasyki.

Powtórzenia

Repetitio est mater studiorum - dowiedziałem się na pierwszym roku studiów kiedyś. To prawda. Wiedza czy czynność nie praktykowana, nie powtarzana, blaknie i rozpuszcza się w czasie. Zafascynowałem się - jak już pisałem - Tess. Film Polańskiego wywarł na mnie ogromne wrażenie. Sięgnąłem po książkę "Tess d'Urberville. Historia kobiety czystej". Przeczytałem. Oczywiście, zalecam najpierw przeczytanie książki, a potem obejrzenie filmu. Potem ponownie obejrzałem film. Tym razem skupiając się na ujęciach, montażu, prowadzeniu kamery. Ale nie tylko. Uważne oglądanie uzmysłowiło mi, jak wiele detali, jakie umieścił reżyser, umknęło mi wcześniej. Następnie sięgnąłem po "Tess of the d'Urbervilles" w oryginale. Wyłowiłem zdania i słowa, jakie nie dotknęły mnie przy pierwszej lekturze. Ponadto, język angielski ma inne zabarwienie niż polski, więc było to poznanie świata innymi narzędziami. To jak z przebywaniem z człowiekiem. Aby go poznać, potrzeba go czytać na now...

O Polańskim jeszcze

Inspirujący życiorys. To człowiek, który łaknął życia. Gdy zamykano mu drzwi przed nosem, szedł gdzieś indziej, gdzie czekało go coś znacznie lepszego. Nie przyjęto go na studia aktorskie. Zdawał więc na reżyserię. I tym samym osiągnął znacznie więcej niż osiągnąłby jako aktor. Jako reżyser dyrygował grą aktorską, animował ich, a także sam mógł się obsadzać w filmach. Przyjął to, co rzeczywistość dawała i kontynuował wędrówkę zmodyfikowaną ścieżką, "zaatakował" z drugiej strony. Działał zależnie od tego co napotkał, od zmieniających się warunków, okoliczności. Tak z innej beczki, to po tragicznej śmierci żony i dziecka, 20 lat z nikim się nie potrafił związać. Zatracał się w przelotnych związkach, jak sam mówił. Dwadzieścia lat, aby pozbyć się bólu. Czasem i tyle potrzeba, jeśli cios był tak potężny. Nie przerwał jednak pracy zawodowej. Dalej tworzył i to filmy wyśmienite, jak "Chinatown" czy "Tess". Trudno jednak dotknąć bólu, więc związek i dzieci mus...

Philippe Sarde

Wspaniałą muzykę stworzył do filmu "Tess" Romana Polańskiego. Była nominowana do Oscara, nie dziwne. Choć niestety ostatecznie inna ścieżka zyskała pochwałę gremium, to jednak znalezienie się w gronie najlepszych twórców muzyki do filmów, jest nobilitacją. Nie trzeba nagród czy pochwał, aby samemu zachwycić się tymi kompozycjami. Polecam przesłuchać. Zjawiskowa.  "Opening - Tess" To także jest ścieżka z "Tess" nie z "Lokatora", nie dajcie się zwieść ikoną. Utwór "Tess Et L'enfance" "Le Cimetiere" "La Separation" "Final"

Filmy historyczne

Nieczęsto są one dobrej jakości. Nie pociągają mnie te pełne efektów. Obejrzałem ostatnio kilka filmów umieszczonych w określonej epoce i na niektóre po prostu szkoda czasu. Był to zupełny przypadek, iż po filmie "Tess", którego akcja toczy się w XIX wiecznej Anglii, trafiłem na trzy filmy, które rozgrywają się także w Anglii, choć w różnych okresach. Jeden to "Lady Jane", o którym już pisałem (film z 1986 roku), zaś dwa pozostałe to "Zabić króla" oraz "Księżna". Ten pierwszy po prostu mnie rozdrażnił. Gniot za duże pieniądze. Nie ma tam nic wartościowego. Zupełnie nic. Oto jak wyrzucić kasę w błoto. Drugi zaś, to także film bez większej wartości. Owszem, wszystko urządzone z pietyzmem, stroje, sceneria, zatrudniono czołowych aktorów. Ale ten film jest o wszystkim i o niczym. Brakuje w nim tej soli. To jakby przegląd życia owej księżnej, ale nie ma tak żadnego akcentu, żadnego punktu zwrotnego, jaki powinien być zawsze w filmie. Obejrzałem go do...

Z Tessy

"Podobnie jak wielu innych ludzi, Angel zrozumiał wreszcie, że wielkość życia człowieka nie zależy od znaczenia, jakie ma ono dla świata zewnętrznego, lecz od jego subiektywnych doświadczeń. Wrażliwy wieśniak pędzi życie bogatsze, pełniejsze i bardziej dramatyczne niż gruboskórny król." * "Świat istniał dla Tessy w zależności od jej doznań, a jej bliźni istnieli dla niej o tyle, o ile istniała ona sama. Nawet wszechświat zaczął dla niej istnieć dopiero tego określonego dnia  i roku, kiedy się urodziła."

Przyroda

Opisy przyrody kiedyś mniej mnie pociągały. Bardziej skupiałem się na opisach emocji i stanów wewnętrznych oraz działań bohaterów. Dziś doceniam takie spostrzeżenia, które każdy widział, ale nie każdy potrafi tak opisać. Oczywiście, to zacne podkreślenie tego, na czym spoczywa cała powieść i naturalności głównej bohaterki.

Nastassja Kinski

Tess

Są takie rzeczy, które jakoś odkładamy na później. Taki przypadek, inne wybory, albo coś odciąga naszą uwagę. Właściwie może jedynym z dzieł (w ogóle wszystkich filmów, a nie tylko z tych wybitnych) Polańskiego, jakiego nie obejrzałem jeszcze i ze 20 lat temu, był film "Tess". Obejrzałem go dopiero teraz. Od razu przyjemnie uderzony klimatem "Wichrowych wzgórz", "Barry Lyndona". Ale subtelniej, inaczej. Książki nie czytałem, i nie ma teraz możliwości, abym jej nie przeczytał. Historia tak opowiedziana, że trudno się oderwać choćby na minutę. Nastassja Kinski wspaniale spełniła się w roli Tess. Zdjęcia fantastyczne, plastyczne. Film przepiękny, dojmujący. Więcej pisał nie będę, niech każdy zobaczy. Rzadko zachwyca mnie coś aż w taki sposób.  Doczytałem także kilka faktów około filmu. Książkę Polańskiemu wręczyła Sharon Tate, żona, tuż przed jego wyjazdem do Europy. Widziała się w roli głównej. To był ostatni moment, kiedy Polański widział żonę żywą. Pot...