W zderzeniu z samochodem żaden kot nie ma szans. Są przypadki, gdy zwierzę nagle wyskoczy na jezdnię i nie ma możliwości aby zahamować. Niektórzy piesi czynią podobnie. Nie ma w tym winy kierowcy. Może być taka sytuacja, z jaką się osobiście nie spotkałem (i mam nadzieję, że nie spotkam), a przed którą ostrzegano mnie wiele lat temu na kursie prawa jazdy. Aby - w przypadku większej prędkości, większego ruchu - nie wykonywać nagłych manewrów gdy zwierzę wybiegnie na jezdnię. Niestety w sytuacji niespodziewanego wtargnięcia kota czy psa na ulicę próba nieumiejętnego wyminięcia może skończy się ofiarami w ludziach lub kalectwem. Jak to powiedział instruktor: "albo kotek, albo wy". Może dojść do zderzenia czołowego, poślizgu zakończonego uderzeniem w drzewo czu dachowaniem. Zgubne może być nagłe zahamowanie bez świadomości, kto jedzie za nami. A może to być wielka ciężarówka, która nie tylko, że uderzy w nas, ale może zepchnąć albo na inne auto, albo na inną przeszkodę. Wszystki...