Kiedyś lubiłem odwiedzać cmentarze. Ba, ze mną odwiedzały je moje partnerki. Filmy o tym robiłem. Miałem duży wpływ na to, że ktoś lubił/poznawał/znajdował interesujące motywy w tym, co pokazywałem. Potrafiłem "zarazić" czymś. Ale też nic dziwnego. Temat śmierci zawsze był obecny w kulturze, sztuce. Całe średniowiecze było oparte na tym. Lęk przed śmiercią jest naturalną rzeczą. Każdy ją w sobie nosi, choć obecna kultura zagłusza to, jest kult młodości, ludzie wolą o tym nie myśleć i sublimować to w rozrywki, etc. Ponadto, tajemnice, czy sztuka, są pociągające. Oswajałem się więc z lękiem nie uciekając, ale wychodząc mu naprzeciw. Jak najczęściej spotykając to, co nieuchronne dla każdego. Im częściej z kimś/czymś przebywasz, tym bardziej staje się to bliskie, powszednie (brzmi to trochę negatywnie, ale taka powszedniość jest wg mnie pozytywna), w końcu ludzie czy rzeczy wokół przebywasz - zaczynasz lubić, akceptować. To były nie tylko cmentarze, ale także fascynacja historią...