Mój wujek jest rolnikiem. Ma 7 hektarów ziemi. Do tego 1 hektar łąk. Łąki te dawno są nieużytkowane (nie tylko przez niego), bowiem dziś nikt już nie trzyma krów, koni, nie potrzeba więc siana na zimę dla zwierząt. Poza tym łąki te są regularnie zalewane wiosną przez roztopy i rzekę. Nic więc tam ani zbudować ani zasiać. Łąki te trzeba jednak kosić raz do roku. Przysługują bowiem na nie dopłaty z UE. Nieważne, że kosi się je tylko dla dopłat. Dopłaty są niewielkie, ale pokrywały kwotę podatku oraz paliwa za wykaszanie i zostawała niewielka kwota na amortyzację sprzętu. Pomijam absurd, że Unia płaci za wykaszanie czegoś, co się nie przyda (urzędnicy o tym wiedzą), ale tłumaczę sobie to tym, że zostawione same sobie zarosłyby kompletnie i powstałby jakiś gąszcz traw na mokradłach. Czy lepiej to czy gorzej? Widocznie gorzej, skoro Unia płaci za koszenie trawy. Może z ekologicznego punktu widzenia również gorzej? Nie wiem. Łąki te zostały wciągnięte w obszar administracyjny m...