Nie chodzę do klubów. Nie jest to moje ulubione miejsce. Poza tym nie tańczę, a rozmowa przy dudniącej muzyce to porażka. Idzie tam ten, kto chce się pogibać na parkiecie. Zrozumiałe. Idąc do przybytku, jeszcze na ulicy, kilka dziewczyn nachalnie usiłowało wciągnąć do jednego z lokali: "Zapraszamy do klubu go-go". Dalej kolejna to samo. Grzecznie odmówiliśmy, ale jedna szła obok mego kolegi i nie dawała za wygraną. Być może ma płacone od głowy. Nie widziałem, aby ktoś z idących skusił się na go-go, które być może okazałoby się wash-go, czyli spłukanie kolesia i wykopanie za próg. Weszliśmy do klubu. Pierwsze wrażenie: większość kobiet w wieku 18-23 lata. Kilka w wieku około30-35 lat. Mężczyźni? Sporo w wieku 18-23 lata i około 32-40 lat. Z tymże, ta druga grupa wyglądała nieco żałośnie. Party jak to party. Ludzie się gibają, młode dziewczyny z mocnym makijażem. Część wygląda tak, jakby przyszły się tylko wytańczyć. Inne, wyglądają jakby przyszły tu szukać partnera. I to ta...