Wkurzony wandalizmem w lesie, ścinaniem zdrowych drzew na ogniska, marnotrawieniem drzewa, zostawianiem śmieci po lasach, wybrałem się nocą do lasu. W piątek nikogo nie zastałem. Mimo, że potrafię się bronić wręcz, zabrałem na wszelki wypadek kij równy memu wzrostowi. Kto wie, na kogo można trafić, a mogli być także agresywni, jeśli byliby pijani. Kij to dobre narzędzie do obrony w przypadku większej ilości napastników. Nóż zawsze z sobą noszę, gdy idę do lasu. Nie do obrony, ale zawsze może się przydać. W sobotę pojechałem rowerem nocą, więc kija nie zabierałem. Przejechałem las w ciszy i w oddali zobaczyłem poświatę. Aha, ognisko. Pogasiłem latarki i w ciemnościach przebyłem resztę dystansu. Wzrok przyzwyczaił się szybko i właściwie do spacerów nocą po lesie nie potrzeba żadnych latarek. Trochę byli zaskoczeni. Przestraszyli się. Dwóch mężczyzn i kobieta. Kilku mężczyzn jeszcze gdzieś w lesie. Rozbili obóz, rozpalili ognisko. Uskuteczniali gry terenowe. No i niestety wjechali samoch...