Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą zalety

Uogólnienia

Kobiety a mężczyźni. W obu płciach da się słyszeć narzekanie, jacy to są mężczyźni, a jakie kobiety. Jakich to nie ma teraz męskich mężczyzn (a skąd one mogą to wiedzieć, z filmów czy literatury? Przecież to koloryzowana opowieść). Albo jakich to teraz nie ma kobiet (a to tak długo żyjecie, panowie, że wiecie to?). Żadna jednak z płci nie spojrzy na "siebie". Może to z tymi kobietami jest nie tak, iż błądzą za jakimiś marami, fantazjami, chcą takich idealnych mężczyzn, a nie potrafią po prostu docenić tego, co jest blisko? Chcąc idealnego mężczyznę, którego nie ma po prostu. Tak samo i mężczyźni, szukają idealnej kobiety, której po prostu nie ma. I to nic nie szkodzi. Ponieważ czym jest ideał? Nie ma czegoś takiego. Jednemu pasuje to, innemu coś innego. To może takie narzekające osoby szukają czegoś, czego nie ma? Tak podświadomie? Z powodu wcześniejszego bólu, porażki, której nie umiały przetrawić? I aby chronić się przed kolejnym bólem, nie próbują ponownie, tylko wymyślaj...

Nie krytykuję bliskich

Rozumiem. Kiedyś dużo krytykowałem. Oceniałem. Dopóki sam nie pojąłem, że... właściwie jestem taki sam. To znaczy i ja mam jakieś powody działań, ja coś zrobię nieodpowiednio (ze zmęczenia, z czegoś innego). Nie staram się wynosić nad innych, a ich rozumieć. Akceptuję takich, jakimi są. Nie szukam ideałów. To moje szukanie ideałów było tylko przykrywką. Do tego, żeby podświadomie odrzucać ludzi i brnąć w samotność. Ot, potężna katastrofa, jaką obciążyli mnie rodzice. Dlatego ludziom czasem nie podobało się, jak ich widzę, ponieważ bywało, że wydawało im się, że mam ich za gorszych. Źle się z tym czuli niektórzy, to oczywiste. Oczywiście mam kilku świetnych przyjaciół, znajomych, ale jeśli ktoś w życiu czegoś nie zaznał i czuł się mniej pewnie, to mógł odczuwać "dyskomfort" (delikatnie powiedziane) w mojej bliskości. Była krytyka zamiast pochwał. Jakże złe zachowanie. To dostałem kiedyś i to mechanicznie dawałem. Dziś wolę widzieć zalety kogoś, cieszyć się z czyjejś obecności...

Doskonałość

 Kiedyś goniłem za doskonałością. Kobieta musiała być doskonała. I takie rzekomo znajdywałem. Jednak potem okazywało się, że wcale nie były doskonałe. Ja także nie byłem. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że mi ta doskonałość zaczynała przeszkadzać. Nawet drobne rzeczy. O, nie potępiajcie mnie drogie Panie. Paniom zazwyczaj też takie rzeczy się zdarzają. Np. również podnoszony przez weterana kabaretu, Andrzeja Poniedzielskiego, sposób prowadzenia samochodu. Nie przeszkadza kobiecie prowadzenie auta przez mężczyznę. Zaczyna np. po roku, dwóch latach. A to za wolno, a to za szybko, a to nie tak parkuje. I tak dalej i tak dalej. Czy to wada? Nie. Żadna wada mężczyzny. Jak prowadził, tak prowadzi. To taki szukanie "argumentów" pod emocjonalne odczyny (pisałem i o tym na blogu). Mi natomiast np. przeszkadzało, że ktoś nie mył po sobie naczyń, nie sprzątał. Czy to wada? I tak i nie. Jeśli zdarza się - to przecież każdy może być zmęczony i jaki problem, abym ja coś zrobił? Robimy coś d...

Wady w zalety

Jeśli coś jest Twoją wadą, albo myślałeś, że to jest wada, to zmień myślenie. Już pisałem, że jako dorastający chłystek myślałem, że moją wadą jest mój nos. Skądże. Potem wiele razy słyszałem od kobiet, że podoba im się mój nos. Właściwie tak o nim mówiły, jakby to był... penis (!). Od jednej słyszałem, że jest jak rzymski nos, od innej, że to się jej we mnie najbardziej podoba (jeśli chodzi o fizyczną stronę). I teraz dziewczyny wstawiły się nieco w klubie i znów usłyszałem, że najbardziej to się podoba nos. Hm... Teraz sobie przypomnijcie, jak niektórzy aktorzy, osobistości, zrobiły z wady największą rozpoznawalną cechę: John Wayne, Jimmi Stewart, Ed Sullivan, Himilsbach. I wiele, wiele innych. Zrób z tego, co uważasz za wadę, swoją zaletę. A jeśli jest coś, co naprawdę jest wadą, także zrób z tego zaletę i to eksponuj! Oczarujesz wszystkich :-)