Oto krzywa, pokazująca „zależność wydajności pracy
naukowej od wieku”. Jest to kadr z filmu „Iluminacja”, w reżyserii Krzysztofa
Zanussiego. Zestawienie to jest więc sprzed około 40-50 lat (dziś nawet średnia
życia jest inna). Oczywiście można to interpretować, iż nie odnosi się to
generalnie do wyżyn intelektualnych w życiu człowieka, a jedynie do efektów
pracy naukowej, która ma swój tryb, czas i jest uwikłana w zależności przyczyn
i skutków toku edukacji. Praca naukowa charakteryzuje się długim okresem
pobierania nauki. Magisterium nie musi być niczym odkrywczym, a jedynie
rzetelnym opisem, zestawieniem. To przed doktoratem stawia się takie wymaganie,
cel badawczy. Dlatego po wielu latach „brania” następuje okres „dawania” i stąd
wyższa liczba publikacji w późniejszym wieku. Jeśli jednak częściowo pokusić
się o przeciągnięcie tego wykresu na życie każdego człowieka, niezależnie od
tego czy zajmuje się nauką, czy nie, to nic tłumaczyć nie trzeba. Oczywiście pamiętając,
że jest to jakaś uśredniona wartość. Należy pogratulować osobom, które nie
wkroczyły jeszcze w wiek 31-32 lat, ponieważ wszystko co najlepsze jest nadal
przed nimi. Jak i tym, którzy nie osiągnęli jeszcze wieku 36 lat. Ci zaś,
którzy ukończyli już 42 lata, a nic nie mają za sobą, żadnego pragnienia choćby
niezrealizowanego, należy powiedzieć, że też nie jest za późno. Wiele
wynalazków, książek, firm, powstało dzięki ludziom, którzy byli już co najmniej
w wieku starości. Nigdy nie jest za późno. Warto jednak brać się do pracy i
czerpać z tego radość. Wiek zaś 32-42 lata poddać próbie pracy i intelektu, a
ci, którzy go przekroczyli – wykorzystać doświadczenie ze wszystkich lat swego
życia i działać dalej. Zbyt wielu mamy ludzi, którzy swoja mądrością ubogacają
nasz świat do końca swoich sędziwych dni.
Obejrzałem film "Thais". Film o pokusach, chrześcijaństwie, ascezie, filozofii, pogaństwie i rozpuście. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z aktorką, która - poza aktorstwem - tak hojnie prezentowała swoje wdzięki. Okazało się, że to Dorota Kwiatkowska-Rae i dawno temu wyjechała z Polski. Piękna, faktycznie. Chyba obok Marii Probosz, najwspanialsza dama aktu w polskim kinie. Obejrzałem jeszcze dwa filmy z jej udziałem: "Akwarele" oraz "Widziadło". "Thais", mimo ciekawej problematyki i wspaniałych aktorów, jednak nie ujął mnie mocniej. Motyw miłości i jej odmian (od apage po erotyczną) jest tak pulsujący, a nie został dobrze wykorzystany. Pokusa i zwycięstwo Natury nad myślą i ascezą mnicha oraz z kolei zwycięstwo wiary nad seksualnością Thais to motyw, który powinien odżyć w naprawdę dobrej produkcji. Książki - na motywach której powstał film - nie będziemy recenzować. Mógłbym równie dobrze pisać o całej filozofii czy pismach św....
Komentarze
Prześlij komentarz