Przejdź do głównej zawartości

Słowianie


Słowianie wierzyli w pewną liczbę boskich mieszkańców niebios - dawców światła, deszczu i pomyslności, ale chyba nie wysilali się, aby ich wszystkich przeliczyć. Niemal pewne jest, że pierwsze miejsca, jako Bóg Najwyższy zajmował Perun, Bóg Burzy, znany także pod imionami Świętowit i Jarowit. Słowo bóg znaczyło "budzący lęk (z powodu swej potęgi)". Słowo o podobnym znaczeniu - gad - czyli "straszny, wstrętny" stało się u Słowian nazwą węża, zaś u ich sąsiadów Germanów - właśnie określeniem boga (gott u Niemców, god po angielsku). Inną nazwą istot nadprzyrodzonych był kyrtu, później czrtu, czyli "potężny". Nie wiadomo dlaczego tym mianem chrześcijanie zaczęli nazwać nie Boga lecz... diabla, czyli czarta.

  Inne diabelskie imię, bies, pierwotnie oznaczało coś zupełnie innego: środek rozjaśniający umysł, a więc napój z halucynogennych grzybów i jagód, którym słowiańscy wróże-szamani raczyli się podczas biesiady czyli, dosłownie "jedzenia biesów". Ponieważ starą nazwą szamana-czarownika był wołchw, takie czarnoksięskie zebranie nazywano wołchwotą, czyli - w obecnej polszczyźnie - ochotą. Cóż, pod wpływem grzybów-biesów nasi wołchwowie zdrowo sobie podochocili! W ułamkach starych słów i nazw przechowały się inne miana słowiańskich "świętych mężów", pośredników miedzy ludźmi i bogami-duchami. Szaman uzdrowiciel nazywał się lekarz. Jakimś innym rodzajem uzdrowiciela-zaklinacza był choroman. Był też kołud - i zapewne przepowiadał przyszłość. Były też mądre niewiasty wilchwy lub wilchy. Czynność wróżenia z lotu ptaków nazywała się kobiti, ptak wróżebny - kobiec, mistrz wróżenia tym sposobem - kobieł a może kobacz. Przede wszystkim zaś szaman-wróżbita nazywał się bak - czyli ten, który pilnie baczył na wieszcze znaki.

(Tekst nie jest mojego autorstwa, to "przedruk", nie znam źródła)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piękno

To chyba jedne z najpiękniejszych zdjęć, jakie widziałem. To prawdopodobnie Ukrainka. Wspaniałe zdjęcia, delikatne, z uczuciem i ciepłem. Wyjątkowej urody kobieta. Nawet moja baba nie była zazdrosna to takie dzieło sztuki.

Dorota Kwiatkowska-Rae

Obejrzałem film "Thais". Film o pokusach, chrześcijaństwie, ascezie, filozofii, pogaństwie i rozpuście. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z aktorką, która - poza aktorstwem - tak hojnie prezentowała swoje wdzięki. Okazało się, że to Dorota Kwiatkowska-Rae i dawno temu wyjechała z Polski. Piękna, faktycznie. Chyba obok Marii Probosz, najwspanialsza dama aktu w polskim kinie. Obejrzałem jeszcze dwa filmy z jej udziałem: "Akwarele" oraz "Widziadło". "Thais", mimo ciekawej problematyki i wspaniałych aktorów, jednak nie ujął mnie mocniej. Motyw miłości i jej odmian (od apage po erotyczną) jest tak pulsujący, a nie został dobrze wykorzystany. Pokusa i zwycięstwo Natury nad myślą i ascezą mnicha oraz z kolei zwycięstwo wiary nad seksualnością Thais to motyw, który powinien odżyć w naprawdę dobrej produkcji. Książki - na motywach której powstał film - nie będziemy recenzować. Mógłbym równie dobrze pisać o całej filozofii czy pismach św....