Przejdź do głównej zawartości

Studenci

 Rozumiem, że w Lublinie ciężko o pracę. Albo, że za mało się zarabia. Trudno samemu o wkład finansowy. Jest jednak taki czas, gdzie pieniądze mniej się liczą, wcale, a człowiek ma się rozwijać. Studia. Jeśli tak wielu studentów narzeka, że w tym mieście nic się nie dzieje - to nie rozumiem.  To miasto jest idealne dla studentów. Co chwilę z ramienia miasta, instytucji państwowych mnóstwo interesujących wydarzeń, spotkań, wystaw, co raz kolejne ciekawe zabytki są udostępniane. Wykłady, spotkania na uczelniach. Przybyło pubów, restauracyjek, lokali. Rozmaite komórki zainteresowań dla każdego, kto tylko co chce robić. Kończyłem studia 9 lat temu. Jakoś było sporo miejsc do tego, aby spędzać ciekawie czas. Potem te prowadzone przez studentów straciły impet lub upadły. To od kogo to zależy? Od urzędników? Od rektora? Od studentów. Narzekają, że nic nie ma, bo nic nie robią. To akurat nic nie kosztuje. Nic. Tu nie trzeba wkładu finansowego, podatków, CV. Pomieszczenia daje uczelnia. Wystarczy chcieć i aby było kilka interesujących osób. Jak widać, nie ma tego, ani tego. Czyżby pokolenie młodych ludzi aż tak zmieniło się przez 10 lat? Czy to możliwe? Już pod koniec studiów, pamiętam, jak jedna z koleżanek, powiedziała, że ten pierwszy rok wygląda jakoś inaczej... Jak z wytwórni rap music. Może? Wygląd nie miał znaczenia, chyba. Ale było też widać, że młodzi ludzie zaczęli przychodzić do komórek studenckich nie po to, by rozmawiać, spotkać się, coś zrobić. Ale, aby posiedzieć przy internecie. Czy to internet zabił w tych ludziach wszelkie chęci do robienia czegokolwiek? Czy została tylko im nuda? Czy to faktycznie możliwe, aby przez 10 lat nastąpiła taka zmiana? A może po prostu spotkałem nie tych ludzi, co trzeba? Ale ani jednego, który chwali sobie czas studencki jako rozwój?...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piękno

To chyba jedne z najpiękniejszych zdjęć, jakie widziałem. To prawdopodobnie Ukrainka. Wspaniałe zdjęcia, delikatne, z uczuciem i ciepłem. Wyjątkowej urody kobieta. Nawet moja baba nie była zazdrosna to takie dzieło sztuki.

Dorota Kwiatkowska-Rae

Obejrzałem film "Thais". Film o pokusach, chrześcijaństwie, ascezie, filozofii, pogaństwie i rozpuście. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z aktorką, która - poza aktorstwem - tak hojnie prezentowała swoje wdzięki. Okazało się, że to Dorota Kwiatkowska-Rae i dawno temu wyjechała z Polski. Piękna, faktycznie. Chyba obok Marii Probosz, najwspanialsza dama aktu w polskim kinie. Obejrzałem jeszcze dwa filmy z jej udziałem: "Akwarele" oraz "Widziadło". "Thais", mimo ciekawej problematyki i wspaniałych aktorów, jednak nie ujął mnie mocniej. Motyw miłości i jej odmian (od apage po erotyczną) jest tak pulsujący, a nie został dobrze wykorzystany. Pokusa i zwycięstwo Natury nad myślą i ascezą mnicha oraz z kolei zwycięstwo wiary nad seksualnością Thais to motyw, który powinien odżyć w naprawdę dobrej produkcji. Książki - na motywach której powstał film - nie będziemy recenzować. Mógłbym równie dobrze pisać o całej filozofii czy pismach św....