Moda na tatuaże istnieje. Nie mam nic przeciwko.
Nic mi do tego, co kto gdzie sobie robi. Świątynia każdego człowieka jest jego
sprawą. Inaczej się ma, jak ktoś podsuwa mi takie ciało wbrew mojej woli.
Siedziałem w autobusie. Smród, jak to latem (dlatego wolę swój samochód albo
rower), ale się jedzie. Przynajmniej z myślą, że oszczędzamy naturalne środowisko
i hamujemy rozwój smogu w miastach. Siedzę więc grzecznie i wsiada jakaś
młodzież. Jedna z tych osób ma tatuaż na brzuchu. Brzuch odsłonięty i faluje
obok mojej twarzy. Faluje na wyżynach tłuszczu. Ani brzuch ładny, ani tatuaż. Ktoś
odwalił fuszerkę. I miałem jedno skojarzenie, jakie wypowiedział jeden z mistrzów
komedii opisując pewną sytuację: „Niektóre kobiety tatuują sobie wschód słońca
z promieniami słonecznymi. Tak na granicy pleców i pupy. Wygląda fajnie jak
kobieta ma lat dwadzieścia, ale w wieku pięćdziesięciu lat przypomina to
ośmiornicę goniącą rozgwiazdę…”
Obejrzałem film "Thais". Film o pokusach, chrześcijaństwie, ascezie, filozofii, pogaństwie i rozpuście. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z aktorką, która - poza aktorstwem - tak hojnie prezentowała swoje wdzięki. Okazało się, że to Dorota Kwiatkowska-Rae i dawno temu wyjechała z Polski. Piękna, faktycznie. Chyba obok Marii Probosz, najwspanialsza dama aktu w polskim kinie. Obejrzałem jeszcze dwa filmy z jej udziałem: "Akwarele" oraz "Widziadło". "Thais", mimo ciekawej problematyki i wspaniałych aktorów, jednak nie ujął mnie mocniej. Motyw miłości i jej odmian (od apage po erotyczną) jest tak pulsujący, a nie został dobrze wykorzystany. Pokusa i zwycięstwo Natury nad myślą i ascezą mnicha oraz z kolei zwycięstwo wiary nad seksualnością Thais to motyw, który powinien odżyć w naprawdę dobrej produkcji. Książki - na motywach której powstał film - nie będziemy recenzować. Mógłbym równie dobrze pisać o całej filozofii czy pismach św....
Komentarze
Prześlij komentarz