Właściwie nie mam tu nic więcej do dodania. Tytuł mówi sam za siebie. Nie można dopuścić do sytuacji, iż pomyślimy, że zmiana czegoś w naszym życiu będzie wyłącznie wspaniałym środkiem na wszystko. Zawsze trzeba mieć ostrożnie w głowie bilans zysków i strat. I to już niekoniecznie jest takie łatwe. Nie oznacza, aby nie podejmować ryzyka. Warto mieć jednak na uwadze, że każda zmiana pociąga stratę czegoś. Zysk lub strata wiąże się z danym obszarem zmiany. Nie oczekujmy, iż automatycznie zmienią się na lepsze pozostałe krainy naszego żywota. Nie ma idealnej recepty. Najpierw doceń co masz. Potem zastanawiaj się, czy lepsze nie będzie wrogiem dobrego. Każda zmiana to nowy wysiłek. Pożytkuj siły na to, co najważniejsze i najcenniejsze. Zbędny wysiłek może być zbyt kosztowny wobec minimalnych zysków.
Obejrzałem film "Thais". Film o pokusach, chrześcijaństwie, ascezie, filozofii, pogaństwie i rozpuście. Po raz pierwszy zetknąłem się tam z aktorką, która - poza aktorstwem - tak hojnie prezentowała swoje wdzięki. Okazało się, że to Dorota Kwiatkowska-Rae i dawno temu wyjechała z Polski. Piękna, faktycznie. Chyba obok Marii Probosz, najwspanialsza dama aktu w polskim kinie. Obejrzałem jeszcze dwa filmy z jej udziałem: "Akwarele" oraz "Widziadło". "Thais", mimo ciekawej problematyki i wspaniałych aktorów, jednak nie ujął mnie mocniej. Motyw miłości i jej odmian (od apage po erotyczną) jest tak pulsujący, a nie został dobrze wykorzystany. Pokusa i zwycięstwo Natury nad myślą i ascezą mnicha oraz z kolei zwycięstwo wiary nad seksualnością Thais to motyw, który powinien odżyć w naprawdę dobrej produkcji. Książki - na motywach której powstał film - nie będziemy recenzować. Mógłbym równie dobrze pisać o całej filozofii czy pismach św....
Komentarze
Prześlij komentarz