Kto nie oglądał filmu "Obywate Kane", uznanego za najlepszy film wszech czasów, niech nie ma pretensji, że zdradzam zakończenie filmu. Można przestać tu czytać.
.
.
.
.
Już?
To piszę dalej. Jest genialne, z powodów jakie rozumie większość widzów (jeśli po prostu odniesie to do swego życia i zrozumie wagę pewnych zdarzeń). Na końcu filmu - słabo pamiętam - odbywa się sprzątanie rezydencji po zmarłym tytanie, gigancie medialnym. Człowieku, który ambicjonalnie osiągnął niesamowicie wiele. Pisałem tu wcześniej o Steve Jobs'ie. Jest podobieństwo. Otóż po całym życiu zmagań, bohater grany przez Orsona Wellesa, jest sam. Nie pamiętam dokładnie chronologii filmu, ale zdaje się, że dziennikarz po śmierci tytana próbuje rozwikłać zagadkę ostatniego słowa wypowiedzianego przez niego tuż przed śmiercią i film jest opowieścią o jego życiu, w próbie dotarcia do tego, co oznaczało to słowo, kim był ten człowiek i co osiągnął. W każdym razie kluczem jest owo słowo "Różyczka" (Rosebud).
Są w filmie fragmenty z dzieciństwa bohatera. Dla większości dzieciństwo to czas nauki, zawiązywania znajomości, nowych doświadczeń, braku zmartwień życia dorosłego, życia pod pewnym kloszem rodziców, zabawy. Jest scena zimowa, gdy bohater jako dziecko bawi się na śniegu, zjeżdża na sankach i robi po prostu to, co wszystkie dzieci robią na śniegu. Po śmierci giganta następuje sprzątanie rezydencji i ktoś wrzuca do pieca drewniane saneczki. Ogień, trawiąc drewno i lakier, odsłania na nich namalowaną różyczkę. To niezwykłe połączenie dorosłego życia z etapem kształtowania osobowości, dzieciństwa, powrót do tych ważnych i najważniejszych chwil.
Niedawno dowiedziałem się (uzmysłowiłem sobie), że w pewnym okresie dzieciństwa oddalającą się matkę zastępuje w pewien sposób "pluszowy miś". Pozwala oswajać się dziecku z wchodzeniem w nadchodzącą z przyszłości dorosłość. Pozwala wtulić się, zobrazować, przelać uczucia, emocje, grać role raz matki dla misia (opieka nad misiem, mówienie do niego), raz dziecka, które tuli się do misia jako matki. Miś pomaga wyznaczyć granice pomiędzy matką, rzeczywistością, a sobą.
Przenosi i kształtuje dziecka uczucia. Przywołam tu eksperyment zacytowany w książce "Żyć w rodzinie i przetrwać", gdzie małpki podzielono na 3 grupy: jedne spędzały dziecińtwo z matkami, innym dano metalowe szkielety ale obciągnięte futrem, a trzeciej grupie dano do klatek/wybiegów same druciane szkielety. Pierwsza grupa małpek wychowała się na takie, które potrafiły być samodzielne, potrafiły mieć swoje dzieci, wychować je. Druga grupa w sytuacjach kryzysowych w dzieciństwie podbiegały do futrzanego stelaża i przytulały się. Te małpki gorzej sobie radziły, ale potrafiły w dorosłym życiu - po wielu błędach - dojść do w miarę sprawnego funkcjonowania. Najgorzej wypadła trzecia grupa. Nie potrafiła sobie radzić. Bywało, że nawet zabijały swoje potomstwo. W następnych miotach było już lepiej, ale to pokazuje z czym mamy do czynienia. I jak ważną rolę odgrywają takie przedmioty, ukochane przez dziecko. Nie należy tego dziecku odbierać (np. jako forma kary - wychodzi to na okrutne znęcanie się), nie należy dziecka zmuszać do porzucenia takiej zabawki, przedmiotu. Czy to ulubiona czapka, kocyk, saneczki, instrument. Dzieci potrzebują tak wiele wsparcia, ciepła, że trudno to sobie czasem wyobrazić dorosłym osobom. Nawet takie przedmioty mają znaczenie w procesie wychowania i wykształcenia człowieka. Ja miałem takie przedmioty, które były dla mnie ważne. Kiedyś o nich napiszę.
"Obywatel Kane". Rosebud... Czas przypomnieć sobie ten film. Nie oglądałem go chyba od około 15 lat?... Może dłużej.
.
.
.
.
Już?
To piszę dalej. Jest genialne, z powodów jakie rozumie większość widzów (jeśli po prostu odniesie to do swego życia i zrozumie wagę pewnych zdarzeń). Na końcu filmu - słabo pamiętam - odbywa się sprzątanie rezydencji po zmarłym tytanie, gigancie medialnym. Człowieku, który ambicjonalnie osiągnął niesamowicie wiele. Pisałem tu wcześniej o Steve Jobs'ie. Jest podobieństwo. Otóż po całym życiu zmagań, bohater grany przez Orsona Wellesa, jest sam. Nie pamiętam dokładnie chronologii filmu, ale zdaje się, że dziennikarz po śmierci tytana próbuje rozwikłać zagadkę ostatniego słowa wypowiedzianego przez niego tuż przed śmiercią i film jest opowieścią o jego życiu, w próbie dotarcia do tego, co oznaczało to słowo, kim był ten człowiek i co osiągnął. W każdym razie kluczem jest owo słowo "Różyczka" (Rosebud).
Są w filmie fragmenty z dzieciństwa bohatera. Dla większości dzieciństwo to czas nauki, zawiązywania znajomości, nowych doświadczeń, braku zmartwień życia dorosłego, życia pod pewnym kloszem rodziców, zabawy. Jest scena zimowa, gdy bohater jako dziecko bawi się na śniegu, zjeżdża na sankach i robi po prostu to, co wszystkie dzieci robią na śniegu. Po śmierci giganta następuje sprzątanie rezydencji i ktoś wrzuca do pieca drewniane saneczki. Ogień, trawiąc drewno i lakier, odsłania na nich namalowaną różyczkę. To niezwykłe połączenie dorosłego życia z etapem kształtowania osobowości, dzieciństwa, powrót do tych ważnych i najważniejszych chwil.
Niedawno dowiedziałem się (uzmysłowiłem sobie), że w pewnym okresie dzieciństwa oddalającą się matkę zastępuje w pewien sposób "pluszowy miś". Pozwala oswajać się dziecku z wchodzeniem w nadchodzącą z przyszłości dorosłość. Pozwala wtulić się, zobrazować, przelać uczucia, emocje, grać role raz matki dla misia (opieka nad misiem, mówienie do niego), raz dziecka, które tuli się do misia jako matki. Miś pomaga wyznaczyć granice pomiędzy matką, rzeczywistością, a sobą.
Przenosi i kształtuje dziecka uczucia. Przywołam tu eksperyment zacytowany w książce "Żyć w rodzinie i przetrwać", gdzie małpki podzielono na 3 grupy: jedne spędzały dziecińtwo z matkami, innym dano metalowe szkielety ale obciągnięte futrem, a trzeciej grupie dano do klatek/wybiegów same druciane szkielety. Pierwsza grupa małpek wychowała się na takie, które potrafiły być samodzielne, potrafiły mieć swoje dzieci, wychować je. Druga grupa w sytuacjach kryzysowych w dzieciństwie podbiegały do futrzanego stelaża i przytulały się. Te małpki gorzej sobie radziły, ale potrafiły w dorosłym życiu - po wielu błędach - dojść do w miarę sprawnego funkcjonowania. Najgorzej wypadła trzecia grupa. Nie potrafiła sobie radzić. Bywało, że nawet zabijały swoje potomstwo. W następnych miotach było już lepiej, ale to pokazuje z czym mamy do czynienia. I jak ważną rolę odgrywają takie przedmioty, ukochane przez dziecko. Nie należy tego dziecku odbierać (np. jako forma kary - wychodzi to na okrutne znęcanie się), nie należy dziecka zmuszać do porzucenia takiej zabawki, przedmiotu. Czy to ulubiona czapka, kocyk, saneczki, instrument. Dzieci potrzebują tak wiele wsparcia, ciepła, że trudno to sobie czasem wyobrazić dorosłym osobom. Nawet takie przedmioty mają znaczenie w procesie wychowania i wykształcenia człowieka. Ja miałem takie przedmioty, które były dla mnie ważne. Kiedyś o nich napiszę.
"Obywatel Kane". Rosebud... Czas przypomnieć sobie ten film. Nie oglądałem go chyba od około 15 lat?... Może dłużej.
Komentarze
Prześlij komentarz