http://dzieje.pl/aktualnosci/prezes-ipn-opublikowal-tekst-pt-rece-precz-od-naszych-bohaterow-na-lamach-faz
***
Bardzo mądry artykuł. Szczególnie wobec takiej postawy Niemców. Dziwi - a może nie powinno dziwić, znając historię Niemiec i ich mentalność - jak łatwo Niemcy rozgrywają swoich sąsiadów, a siebie czynią nadludźmi.Odpowiedź IPN-u to odpowiedź na artykuł jaki pojawił się w FAZ. Autor właściwie beszta Polaków, że otwierają takie muzeum o Polakach ratujących Żydów i "nakazuje" Polakom dodać do tego Polaków, którzy przyczynili się do śmierci Żydów. No, żeby Niemiec, nie wspominając roli swego narodu, zarzucał Polakom coś takiego... Stąd biorą się potem "polskie obozy" i to iście hitlerowska linia "argumentacji", jakoby Niemcy musieli rozpocząć wojnę przez polskie prowokacje... Do tego prowadzi właśnie taka propaganda niemiecka. Która, jak można zobaczyć, trwa w najlepsze i chyba tak mocno nie żyła od czasów 1939 roku. Straszne.
***
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński
opublikował tekst pt. "Ręce precz od naszych bohaterów" na łamach
"Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Oto tekst artykułu:
"Ręce precz od naszych bohaterów"
Skąd Niemcy chcą wiedzieć, co jest typowo polskie? My wiemy tylko, co u nas było typowe podczas niemieckiej okupacji.
W ubiegłym miesiącu uczestniczyłem w poruszającej uroczystości
otwarcia nowego muzeum w Markowej położonej w południowej Polsce.
Poświęcone jest ono Polakom, którzy ratowali Żydów podczas niemieckiej
okupacji. Muzeum patronuje rodzina Ulmów, zamordowana w marcu 1944 r.
przez niemieckich żandarmów wraz z ukrywanymi przez siebie Żydami.
Wydarzenie to było szeroko relacjonowane, uczestniczyli w nim
przedstawiciele najwyższych władz państwowych. Obok polskiego prezydenta
głos zabrała ambasador Izraela w Polsce, odtworzono nagrane przesłanie
jednego z ocalonych w Markowej Żydów. Polacy w większości po raz
pierwszy usłyszeli historię Józefa i Wiktorii Ulmów, a także ich dzieci:
Stasi, Basi, Władzi, Franka, Antka, Marysi, a także siódmego, którego
poród rozpoczął się w czasie egzekucji. Najstarsze z nich miało osiem
lat. Po raz pierwszy padły także nazwiska ratowanych: Saula Goldmana i
jego czterech synów (zwanych Szallami), Gołdy Grünfeld i jej siostry Lei
Didner wraz z małą córką.
W dziesiątkach komentarzy podkreślano heroizm Ulmów, wskazywano na
takie wartości jak miłość bliźniego i poświęcenie. Padały słowa o
znaczeniu prawdy i przestrodze, jaką dla współczesnych i przyszłych
pokoleń jest historia Zagłady. Przywoływano fakt, że w znalezionej w
domu Ulmów Biblii podkreślono przypowieść o miłosiernym Samarytaninie i
cytowano słowa Chrystusa: "Nikt nie ma większej miłości do tej, gdy ktoś
oddaje życie za przyjaciół swoich".
Tymczasem czytelnik artykułu Josepha Croitoru ("Czy bohaterska
rodzina Ulmów była typowa?", FAZ 6 IV 2016 r.) mógł się dowiedzieć, że w
rzeczywistości mieliśmy do czynienia z partyjną imprezą nowych polskich
władz, która "rozogniła debatę historyczną". Wbrew twierdzeniom autora
ukończenie muzeum przyspieszył nie wynik ostatnich wyborów, ale decyzja
minister kultury w poprzednim rządzie, która udzieliła inicjatywie
wsparcia finansowego i organizacyjnego. Uważnie śledziłem komentarze
prasowe i internetowe, jednakże żadnego "rozognienia" trwającej od lat
debaty o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny nie zauważyłem.
Wiele kwestii dzieli współczesnych Polaków, ale z pewnością nie należy
do nich potrzeba upamiętnienia bohaterów ratujących Żydów.
Pytanie zawarte w tytule artykułu Croitoru można traktować bądź jako
absurdalne, bądź jako retoryczne. Jest oczywistym, że postawa Ulmów,
oddających życie za ratowanie Żydów nie była typowa. Postawy heroiczne
nigdy nie są typowe! Podobnie nie była typowa działalność Ireny Sendler,
która uratowała z rąk niemieckich morderców dwa i pół tysiąca
żydowskich dzieci, umieszczając je głównie w polskich rodzinach i
klasztorach katolickich. Nie był typowy los kuriera polskich władz
podziemnych, Jana Karskiego, który tragedię polskich Żydów w 1943 roku
przedstawił m.in. prezydentowi Rooseveltowi, nie wywołując niestety
żadnej realnej reakcji.
Postawa Ulmów i tysięcy im podobnych nie była typowa, podobnie jak nie można uznać za typową postawy tych, którzy szantażowali i wydawali Niemcom ukrywających się Żydów i pomagających im Polaków. Za taki czyn, zgodnie z prawem ustanowionym przez Polskie Państwo Podziemne, od 1943 roku groziła kara śmierci. Taki wyrok polskie podziemie wydało także na policjanta, który wydał Ulmów.
Postawa Ulmów i tysięcy im podobnych nie była typowa, podobnie jak nie można uznać za typową postawy tych, którzy szantażowali i wydawali Niemcom ukrywających się Żydów i pomagających im Polaków. Za taki czyn, zgodnie z prawem ustanowionym przez Polskie Państwo Podziemne, od 1943 roku groziła kara śmierci. Taki wyrok polskie podziemie wydało także na policjanta, który wydał Ulmów.
Muzeum w Markowej nie powstało po to, by sugerować, że postawa Ulmów
była typowa. Wprost przeciwnie - wskazuje ono na wyjątkowość ich ofiary,
także po to, by stawiać ich i im podobnych jako wzór dla obecnego i
przyszłych pokoleń. Jestem przekonany, że wizyta w tym muzeum stawiać
będzie przed odwiedzającymi, niezależnie od ich narodowości, przede
wszystkim fundamentalne pytania o naturę człowieka, o istotę dobra i
zła.
Typowe w okupowanej przez Niemców Polsce było co innego. Już w
pierwszych tygodniach typowe stały się masowe egzekucje, przede
wszystkim przedstawicieli polskich elit. W lutym 1940 r. generalny
gubernator Hans Frank mówił w wywiadzie dla niemieckiej gazety: "W
Pradze np. wywieszono wielkie czerwone plakaty podające do wiadomości,
że tego dnia rozstrzelano 7 Czechów. Powiedziałem sobie wtedy: Gdybym
chciał przeznaczyć po jednym plakacie na każdych siedmiu rozstrzelanych
Polaków, wówczas wszystkie lasy polskie razem wzięte nie wystarczyłyby
na wyprodukowanie dostatecznej ilości papieru".
Na obszarach włączonych do III Rzeszy typowe były wysiedlenia
ludności polskiej, które objęły ponad 800 tysięcy osób. Typowe były
łapanki na ulicach miast, z których zatrzymani trafiali do więzień,
obozów koncentracyjnych a w najlepszym przypadku na roboty przymusowe.
Typowe były pacyfikacje wsi, podczas których palono zabudowania i
mordowano mieszkańców. Na Zamojszczyźnie typowym stało się nie tylko
wysiedlanie Polaków, ale także odbieranie im dzieci w celu germanizacji.
Typowym było zniszczenie całego systemu edukacji, rabunek i niszczenie
dzieł kultury, ekonomiczna eksploatacja kraju. Typowym było wreszcie
karanie za udzielenie pomocy Żydom, którym Niemcy zgotowali całkowitą
Zagładę, a na miejsce wykonania swojego „ostatecznego rozwiązania”
wybrali polską ziemię. Zgodnie z zarządzeniami władz okupacyjnych
groziła za to kara śmierci.
Te wszystkie zjawiska były typowe, ponieważ realizowano je zgodnie z
wytycznymi Hitlera. Jeszcze przed atakiem na Polskę podczas narady w
Obersalzbergu zapowiedział zgromadzonym generałom, że celem inwazji „nie
jest osiągnięcie określonej linii”, lecz „fizyczne zniszczenie
przeciwnika” i uprzedził: „przygotowałem więc, na razie tylko na
Wschodzie, oddziały Totenkopf i rozkazałem im zabijać bez litości i
pardonu mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej
mowy. Tylko w ten sposób zdobędziemy przestrzeń życiową, której
potrzebujemy”.
To, że Polacy byli ofiarami niemieckiej (a także sowieckiej) okupacji
jest historycznym faktem. I nie jest potrzebne prowadzenie żadnych
specjalnych badań, by "scementować rolę Polaków jako ofiar", jak to
sugerował w przywołanym artykule jeden z historyków. Martyrologia
Polaków nie umniejsza Zagłady i cierpień Żydów.
Instytut Pamięci Narodowej, a także wiele innych instytucji w Polsce
prowadzi badania nad losami Polaków ratujących Żydów nie po to, by
spełniać jakiekolwiek ideologiczne zapotrzebowanie. Uważamy, że jest to
naszym podstawowym obowiązkiem wobec bohaterów, którzy ryzykując własnym
życiem zasłużyli na to, by ich imiona zostały zapisane w pamięci
potomnych.
Polacy są dumni ze swojej historii, z tego, że jako pierwsi
przeciwstawili się Hitlerowi i walczyli z Niemcami do ostatniego dnia
wojny, ponosząc ogromne ofiary. Pamiętamy, że jako jedyni w okupowanej
Europie stworzyliśmy podziemne państwo. Dysponowało ono nie tylko
strukturami wojskowymi, ale i administracją cywilną, w tym Radą Pomocy
Żydom "Żegota".
Nie oznacza to, że nie toczy się dyskusja o trudnych aspektach tej
historii, przede wszystkim relacjach polsko-żydowskich. Stała się ona
możliwa dopiero po upadku systemu komunistycznego. Niestety coraz
bardziej zdominowana jest ona przez radykałów, co utrudnia prawdziwy
dialog. Tymczasem pamięć o Polakach ratujących Żydów nie unieważnia
przypadków zdrady, a nawet zbrodni i odwrotnie - pamięć o haniebnych
postawach niektórych Polaków nie wymaże z historii heroizmu innych.
Równie prawdziwe są stwierdzenia o tym, że można było uratować więcej
Żydów, jak i te wskazujące, że od nikogo nie można wymagać ryzykowania
życiem własnej rodziny. Taki sposób dyskusji nie tylko nie zbliży nas do
zrozumienia przeszłości, ale także oddala nas od tego, co w tej debacie
najważniejsze - fundamentalnych pytań o ludzkie postawy w
najtrudniejszym czasie.
W Polsce toczy się spór o to, jak wielu Polaków w czasie wojny
zaangażowanych było w pomoc Żydom. Wynika on z faktu, że nikt takich
statystyk podczas okupacji nie tworzył, a potem przez wiele lat nie
badano tego tematu. Niezależnie jednak od tej dyskusji jedno jest pewne.
Było ich znacznie więcej, niż członków antyhitlerowskiego ruchu oporu w
Niemczech, historię których można poznać w wielu muzeach i miejscach
pamięci. Polscy bohaterowie, którzy narażając własne życie ratowali
bliźnich zasługują na upamiętnienie. Zamiast kwestionować sens budowy
poświęconego im muzeum, należy się raczej zastanowić dlaczego powstało
ono tak późno.
Łukasz Kamiński
Źródło: IPN
Komentarze
Prześlij komentarz