Mój kolega. Lata go nie widziałem. Żona, dwoje dzieci i przepiękny drewniany dom. Bardzo mi się podobał. Żona powiesiła się w garażu. Gdy mi powiedziano, rzekłem "pewnie jakaś zdrada". Bo co innego mogło w takiej sytuacji pchnąć kobietę do takiego kroku, jakie inne cierpienie? I tak się niestety okazało. On miał inną. Nie doszło do rozwodu. Nie rozstali się. Ona być może nie widziała wyjścia. Kto w bólu je widzi? Został piękny dom. Piękne dzieci w wieku szkolnym. Kobieta miała kilku braci. Już padają słowa, że ktoś w nim "nóż utopi" za to jej samobójstwo. Oby nie. Wystarczy tej śmierci i cierpienia. Ona już nie cierpi. On zapewne tak. Najbardziej zaś teraz dzieci. Bez ojca może jeszcze bardziej.
Komentarze
Prześlij komentarz