Tak. Czemu nie? Kluczem są zawsze osobiste przeżycia, wrażenia, a także obserwacje. Uniwersalizm powstaje z autentyczności. Ale to ciężka praca. I matematyczna. To jak budowa domu. Fundamentem są założenia, punkty, plan pracy. Całość musi być przemyślana od początku. Do tego planu dopisujemy określone przez nas wszystkie zdarzenia i osoby, które chcemy tam umieścić. Potem następuje szkic. Rozrasta się w strony. Następnie dopiero układanie tego, dopieszczanie, wnoszenie drobniejszych opisów, operowanie słowem na bazie tych matematycznych szkieletów. Dobrze jest po prostu poświęcić na to 30-60 minut dziennie. Regularnie. Niby niewiele, ale systematyczność w miesiącach przyniesie rezultaty. Pracą, rozmysłem, cierpliwością, buduje się przyszłość na zapleczu przeszłości.
Aby było autentycznie, wnieść w to najintymniejsze szczegóły z życia. Siłą rzeczy (bo tego nie da się pominąć, rozłączyć) w relacji do osób, które zaznaczyły swoją obecność w życiorysie w czasie dłuższym niż towarzyskość chwil prywatnych czy zawodowych. Warto podążyć za tym, co jest w nas. Jak zrobił to Welles tworząc najlepszy film, czy Lennon, pisząc swe najlepsze piosenki. Sięgnąć w ścieżki pamięci. Przede wszystkim dla siebie. Człowiek nie wie do końca o swoich poglądach, póki się kimś o to nie "pokłóci", nie zna swych myśli, póki ich nie wypowie. Nazwać coś, to już oznacza zmierzyć się z tym. Zmaterializowanie w słowa, które się widzi i które mają być zrozumiałe dla czytelnika, to wypowiedzenie w takiej formie i szczegółach, jaką i jakie zapewne w wielu punktach pomija się w rozmowach (z tej przyczyny iż się mówi przeważnie, a nie pisze), być może nawet z bliską osobą.
Inny jest scenariusz. Ale to dopiero potem. Jest ograniczony treścią, ale przez to musi zawierać dialogi, a nadto, muszą być one bardzo soczyste w zminimalizowanej treści. Dziewięćdziesiąt stron (do stu dwudziestu) to nie jest dużo. Jedna strona, jedna minuta.
Przy takim podejściu, za jakiś czas należy spodziewać się efektów. Konsekwentna praca nad sobą skutkuje pracą w innym wymiarze.
Wam życzę znalezienia fundamentów, a dopiero potem nabudowania na nich szczegółów. Ponieważ jeśli nie określicie priorytetów, będziecie przeskakiwać z tematu na temat, pojąc się dość krótkotrwałym szczęściem i stale szukając nowego.
Aby było autentycznie, wnieść w to najintymniejsze szczegóły z życia. Siłą rzeczy (bo tego nie da się pominąć, rozłączyć) w relacji do osób, które zaznaczyły swoją obecność w życiorysie w czasie dłuższym niż towarzyskość chwil prywatnych czy zawodowych. Warto podążyć za tym, co jest w nas. Jak zrobił to Welles tworząc najlepszy film, czy Lennon, pisząc swe najlepsze piosenki. Sięgnąć w ścieżki pamięci. Przede wszystkim dla siebie. Człowiek nie wie do końca o swoich poglądach, póki się kimś o to nie "pokłóci", nie zna swych myśli, póki ich nie wypowie. Nazwać coś, to już oznacza zmierzyć się z tym. Zmaterializowanie w słowa, które się widzi i które mają być zrozumiałe dla czytelnika, to wypowiedzenie w takiej formie i szczegółach, jaką i jakie zapewne w wielu punktach pomija się w rozmowach (z tej przyczyny iż się mówi przeważnie, a nie pisze), być może nawet z bliską osobą.
Inny jest scenariusz. Ale to dopiero potem. Jest ograniczony treścią, ale przez to musi zawierać dialogi, a nadto, muszą być one bardzo soczyste w zminimalizowanej treści. Dziewięćdziesiąt stron (do stu dwudziestu) to nie jest dużo. Jedna strona, jedna minuta.
Przy takim podejściu, za jakiś czas należy spodziewać się efektów. Konsekwentna praca nad sobą skutkuje pracą w innym wymiarze.
Wam życzę znalezienia fundamentów, a dopiero potem nabudowania na nich szczegółów. Ponieważ jeśli nie określicie priorytetów, będziecie przeskakiwać z tematu na temat, pojąc się dość krótkotrwałym szczęściem i stale szukając nowego.
Komentarze
Prześlij komentarz