Poznałem osobę, która była wielką miłośniczką zwierząt. Wiele osób uwielbia koty, psy. Natomiast kobieta z różnych powodów nie miała dzieci. Jej wybór. Miłość i uczucie, emocje, muszę jednak znaleźć ujście. Dopieszczała więc swoje pupilki, kładła na kolanach, bawiła się z nimi, głaskała, karmiła, cieszyła się z czegoś nowego gdy pupilek się czegoś nauczył. Martwiła, gdy było chore. Czyli tak, jak postępuje matka z dzieckiem. Ale relacja z dzieckiem jest trudniejsza. Pies nie będzie narzekał, nie ma swego zdania w takiej mierze. Ale i nie da nigdy tyle, ile da drugi człowiek. Owszem, także obdarzy uczuciem, przywiązaniem. Ale rozmowa nie będzie rozmową, a tylko monologiem udającym dialog. I stało się tak, że kobieta "wpadła". Cóż, pies czy kot seksu nie zapewnią, a to również jedna z ważnych potrzeb. I urodziła dziecko, którego przecież kiedyś bała się urodzić. Strach ma zawsze za duże oczy... Poród, czy samo "posiadanie" dziecka okazało się największym szczęściem w...